Savoir-vivre

O mówieniu słów kilka

Och, jak ja lubię gadać! Mogłabym snuć opowieści godzinami. Tylko kto miałby siłę i ochotę, by tego słuchać…? 🙂

Ciekawa, miła, kulturalna i rzeczowa rozmowa to najważniejszy element towarzyskiego (i nie tylko) spotkania. Jednak z doświadczenia doskonale wiemy, że bywa z tym ciężko. Są sytuacje, w których nasz interlokutor bywa naprawdę męczący. Zdarza się także, że temat budzi negatywne emocje albo – co gorsze – czasami go po prostu zwyczajnie brak. Bywa też nudno lub krępująco. I jak z takich opresji wyjść z klasą?

Fifty-fifty, czyli zachowaj równowagę konwersacji

Gadulstwo i upodobanie do bycia w centrum zainteresowania trudno poskromić, ale z własnego doświadczenia wiem, że jest to możliwe. Trzeba trochę popracować i przede wszystkim nie wyłączać świadomości, by nie dać się ponieść potokowi słów.

Osoba, która potrafi skupić na swoim mówieniu uwagę jest pożądana w sytuacjach towarzyskich, w których początkowo bywa drętwo. Gorzej, gdy spotkanie już się rozkręci, a nasza „gwiazda” wciąż nie przestaje mówić…. Przecież zakładamy, że celem spotkania nie jest wykład czy monodram.

Rozmowa zgodna z zasadami dobrego wychowania wymaga równowagi: 50 procent czasu mówimy, a 50 procent – SŁUCHAMY (oczywiście bez aptekarskiej precyzji i włączania stopera). Po prostu wypowiadamy się i dajemy rozmówcy szansę na wyrażenie swojego zdania. Jeśli jego wypowiedź jest zwięzła i nieśmiała (jeśli czujemy, że nie wynika to braku zainteresowania tematem, a faktycznie z nieśmiałości czy skromności), warto ośmielić go dodatkowymi pytaniami. Pokażemy tym samym, że jesteśmy naprawdę zainteresowane (nie mylić z wścibskością).

Słuchaj naprawdę, nie na niby

Nie wystarczy tylko przestać mówić i pozostawić drugiej osobie przestrzeń do wypowiedzi. Kulturalny człowiek słucha w sposób aktywny. To przejaw szacunku wobec rozmówcy.

Po pierwsze: należy utrzymywać kontakt wzrokowy z mówiącym. Ciągle patrzenie komuś w oczy może być dla niego zbyt natarczywe i onieśmielające. Ja zawsze patrzę mojemu rozmówcy na usta. To sprawia, że widać, iż skupiam na nim całą swoją uwagę, ale nie krępuję go świdrowaniem jego źrenic. Ma jeszcze jedną zaletę: gdy znajdujemy się w pomieszczeniu, w którym jest trochę głośno i istnieje obawa, że czegoś możemy nie dosłyszeć, łatwo to sobie uzupełnimy, odczytując słowa z ruchu warg.

Wyjątkiem jest sytuacja, w której się przemieszczamy – wtedy tylko czasami spoglądamy na siebie, a przez resztę czasu zwracamy uwagę, by jednak się nie przewrócić.

Po drugie: udowadniamy, że słuchamy. „Rozumiem”, „To bardzo ciekawe, nie wiedziałam” – powiedzenie tego pokazuje, że jesteśmy żywo zainteresowane tym, co ktoś ma do przekazania. Poproszenie o uzupełnienie wypowiedzi lub dopytanie w stylu: „Jeśli dobrze zrozumiałam, to chodzi ci o…?” – dodatkowo podbije stawkę.

Nie przerywaj!

Nieuzasadnione przerywanie powinno być karalne 😉 A tak na poważnie, nie cierpię, gdy w towarzystwie trafi się osoba notorycznie przerywająca innym. Moim zdaniem nie ma większego okazania braku szacunku i zainteresowania. Ziewanie jako odruch bezwarunkowy jest dla mnie wybaczalne, przerywanie – nie. 

Mamy w swoim towarzystwie taką osobę, która nieustannie przerywa. Są to wtręty rzucone ot tak w czasoprzestrzeń, typu: „Ojej, ten ogórek jakiś taki przywiędły się trafił, nie ma sensu kupować warzyw w tym sklepie” (po tym, jak skonsumowała kawałek ogórka podanego w formie przystawki). Albo zwracanie się do innej osoby (nie do tej, która aktualnie się wypowiada) i niby po cichu zaczynanie nowego tematu w stylu: „Pamiętaj, żeby jutro zadzwonić do stolarza”. No tak, nagle się przypomniało, że trzeba zadzwonić do stolarza i jeśli natychmiast się tego z siebie nie wyrzuci, to świat się skończy!

Jeśli takie przerywanie nie jest jednorazowym incydentem, ale notorycznie się powtarza, świadczy o braku kultury i lekceważeniu osoby mówiącej.

Kiedyś, podczas któregoś spotkania, miarka się przebrała. Udzielałam odpowiedzi na pytanie (i wbrew pozorom oraz moim skłonnościom do gadulstwa, nie była to rozwlekła wypowiedź), nasza ulubiona przerywająca wtrąciła się pierwszy raz. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, więc po krótkiej pauzie kontynuowałam. Jednak przy trzecim wtręcie z jej strony zupełnie przestałam mówić. Zapadła dłuższa, trochę krępująca, ale celowa z mojej strony chwila ciszy. I wówczas przerywająca ZROZUMIAŁA. Sama powiedziała: „No mów, Ola, dalej”.  Uczennica okazała się pojętna, ale niestety, szybko zapomniała lekcję i przy następnym spotkaniu wciąż przerywała…

Usprawiedliwieniem nie jest też fakt, gdy przerywamy komuś jego wypowiedź, by wygłosić swój pogląd dotyczący bieżącego tematu. Wiem, że czasami trudno zapanować nad chęcią natychmiastowego zabrania głosu. Ale rozmówczyni z klasą potrafi poskromić swój temperament.

A kiedy przerywanie jest uzasadnione?

Gdy się pali! 🙂 Tak zupełnie poważnie, to realne sytuacje zagrażające życiu czy bezpieczeństwu oczywiście są priorytetem. Nie czekamy, aż ktoś dokończy wypowiedź, gdy mamy uzasadnione podejrzenie, że dzieje się coś niedobrego. To są jednak sytuacje ekstremalne.

Jeśli natomiast jesteśmy u siebie w domu, gość coś nam opowiada, a nasze dziecko akurat wychodzi, można powiedzieć: „Przepraszam cię na chwilę, muszę coś powiedzieć Zosi i zaraz wrócimy do tematu”. Po tym faktycznie wracamy, ale dodatkowo dajemy do zrozumienia, że uważnie słuchałyśmy: „Skończyłyśmy na tym, że…” – otwieramy tym samym drogę do kontynuacji opowieści.

Kolejnym usprawiedliwieniem do przerwania jest zbyt długa wypowiedź kogoś, gdy my akurat spieszymy się (na przykład) na pociąg i faktycznie istnieje ryzyko, że się spóźnimy.

Bywa też tak, że posiadane przez nas informacje są istotne dla właśnie wypowiadającej się osoby i w znaczący sposób mogą zmienić charakter jej wypowiedzi. Wtedy jednak robimy to z szacunkiem, by faktycznie dało się zrozumieć, że jest to merytoryczne uzupełnienie, a nie obnażenie braku wiedzy czy skompromitowanie przedmówcy.

Small talk w nieznanym towarzystwie

Kiedy świetnie się znamy (i do tego lubimy), tematów do rozmów raczej nie powinno zabraknąć. Nawyk aktywnego słuchania dodatkowo pomaga nam nawiązać do sytuacji z poprzedniego spotkania, zapytać jak dalej potoczyły się czyjeś losy. Dajemy tym samym do zrozumienia, że nie dość, iż uważnie słuchałyśmy, to jeszcze zapamiętałyśmy. Nasz rozmówca jest dla nas ważny.

Gdy spotykamy się w gronie ludzi, których nie znamy lub poznaliśmy tylko przelotnie, sytuacja trochę się komplikuje.

Człowiek kulturalny swoimi wypowiedziami nie powinien urazić innych. Jeśli nie znamy cudzych poglądów, ich życiowej historii i doświadczeń, warto ograniczyć się do ogólnych, neutralnych tematów. Nie biorąc pod uwagę cudzej wrażliwości, z reguły innej od naszej, możemy zupełnie niechcący wywołać bolesne skojarzenia czy wspomnienia, a przecież przy przełamywaniu lodów to ostatnia rzecz, jakiej pragniemy, prawda?

Jak zatem nie popełnić faux pas?

– nie poruszamy kwestii osobistych;

unikamy tematów uchodzących ogólnie za tabu, drażliwe czy konfliktogenne (polityka, orientacja seksualna, stosunek do aborcji, wiara itp.) – oscylujemy wokół tematów „o niczym”, ale uważamy z pogodą – o niej rozmawiamy wówczas, gdy naprawdę na to zasługuje ze względu np. na odchylenia od normy :);

unikamy słów spoza literackiej polszczyzny, takich jak np. facet, babka, ekstra, fajowo, OK, dziewucha itp., oczywiście nie wplatamy przekleństw, nie używamy zdrobnień (pieniążki, dzidziuś, masełko, bułeczka itp.), a także wyzbywamy się słów wyrażających złe emocje, negatywnie oceniających, np. nie mówimy, że coś jest ohydne czy obrzydliwe;

nie dominujemy w rozmowie, raczej pozwalamy mówić niż sami mówimy;

zachowujemy odpowiedni dystans fizyczny, około jednego metra;

utrzymujemy kontakt wzrokowy i całą mimiką oraz gestami podkreślamy, że aktywnie słuchamy (nie bawimy się żadnymi przedmiotami);

nie zatrzymujemy wzroku na częściach ciała rozmówcy, które nie są głową;

reagujemy i tak prowadzimy dalszą część rozmowy, by skłaniać innych do kolejnych wypowiedzi…

– …ale nie popadamy w przesadne reakcje: nie śmiejemy się hałaśliwie, panujemy nad intonacją i emocjami, nie gestykulujemy nadmiernie – człowiek kulturalny jest w tych kwestiach powściągliwy;

– nasza wypowiedź powinna być powiązana z wypowiedzią poprzednika, choć niestety często bywa tak, że jedna osoba mówi swoje, a druga swoje i to w żaden sposób się nie zazębia, w efekcie bywa dość krępujące.

Rozmowa ze znajomymi

Trochę inaczej sprawa ma się, gdy rozmawiamy z osobami, które znamy lepiej lub nawet bardzo dobrze. Jak spowodować, by przebywanie w naszym towarzystwie było dla nich przyjemne? Jak rozmawiać? Oto kilka przydatnych zasad:

Ostrożnie ze zwierzeniami. Zbytnie uzewnętrznianie się bywa źle odbierane. Poza tym tylko prawdziwi przyjaciele nie robią użytku z naszych osobistych kwestii.

Warto poruszać tematy, które mogą zainteresować rozmówcę, a nie te, które nas dręczą w bezsenną noc. Tu potrzebne jest wyczucie. Róbmy użytek z inteligencji emocjonalnej i analizujmy reakcje słuchaczy. Widać, kiedy temat naprawdę ich interesuje, a kiedy jedynie przez grzeczność słuchają, ale marzą, byśmy już skończyły…

Nie obmawiamy innych. To jest zawsze w złym guście. Ponadto dowodzi, że gdy znajdziemy się w innym towarzystwie, naszych obecnych rozmówców też będziemy obmawiać.

Plotkom mówimy stanowcze nie! Choć każda z nas przynajmniej raz w życiu uczestniczyła w plotkowaniu, to jednak nie dodaje nam klasy. A najgorzej, gdy dodajemy: „Tylko nikomu nie mów”. Naprawdę? Bez komentarza…

Nie powtarzamy w kółko tych samych opowieści. To naprawdę bywa męczące! Gdy słyszymy piąty raz przy piątym spotkaniu historię tej samej kolizji drogowej, już sami możemy dopowiedzieć jej zakończenie. Najzabawniejsze są sytuacje, gdy wraz z kolejnym powtarzaniem, opowieści potrafią puchnąć, gdyż opowiadający dla ich uatrakcyjnienia trochę je koloryzuje. Jeśli słuchający pamięta wcześniejsze wersje, to opowiadający stawia się w dość niekorzystnym świetle.

Myślenie jest bardzo przydatnym narzędziem. Warto z niego skorzystać, żeby nie gadać, co ślina na język przyniesie.

Bądźmy ostrożne z tematami tabu oraz kwestiami światopoglądowymi. Najtrudniej bywa na rodzinnych spotkaniach, tam czasami potrafi dochodzić do awantur. A przecież świata nie uzdrowimy, ustaw nie przegłosujemy, systemu służby zdrowia nie naprawimy. Trzeba wiedzieć, z kim warto polemizować. Nawet najbardziej logiczne argumenty nie zawsze bywają skuteczne. Umiejętność dobrej konwersacji do także umiejętność odpuszczania. Nie nawracajmy kogoś, kto jest zacietrzewiony. Czasami warto sprowadzić rozmowę na neutralne tematy o butach czy kosmetykach (które przecież mogą być ciekawe!).

– W tematach spornych przydatnym narzędziem jest sprowadzenie opinii do kwestii gustu. Gust jest bardzo subiektywny i względny. Warto powiedzieć, że „ten film mi się nie podobał, nie jest w moim guście”. To nikogo nie powinno urazić. Z kolei gdy zaczniemy rozwodzić się nad technicznymi i merytorycznymi aspektami, by na siłę udowodnić, że film był zły, a komuś bardzo się podobał, ta osoba może odnieść wrażenie, że uważamy, iż nie zna się na rzeczy.

Nie opowiadajmy ze szczegółami o swoich problemach zdrowotnych. Omawianie konkretnych jednostek chorobowych jest strasznie męczące. Czy same mamy ochotę słuchać o hemoroidach wujka Zbyszka? No właśnie…

– W ogóle unikajmy wchodzenia w szczegóły. Mam taką koleżankę, z której śmieję się, że opowiada jeden do jednego, więc po tygodniowym wakacyjnym wyjeździe potrzebujemy tygodnia, by mi wszystko opowiedziała. Szczegóły, kto jak był ubrany, jak podali śniadanie w poniedziałek, a jak we wtorek, najczęściej nie mają żadnego znaczenia. Jeśli słuchający będzie zainteresowany – zapyta!

Unikajmy krytyki – krytykowanie to też sztuka (więcej na ten temat TUTAJ). Nie punktuj innych, nie wytykaj błędów, nie wywyższaj się i nie przechwalaj. Chyba że chcesz mieć opinię snobki.

Nie narzekajmy! Osoby „wiecznie niezadowolone z życia” to wysysacze energii, których ja osobiście unikam, jeśli tylko mogę. Czy nie lepiej skupić się na pozytywnych rzeczach? Życie jest zbyt krótkie, by poświęcać uwagę temu, co nam się nie podoba i jeszcze gnębić tym innych…

Bądź przyjaźnie nastawiona (to klucz do sukcesu) i nawet, gdy robi się nieprzyjemnie, pozostań uprzejma. Pamiętaj, że jeśli dasz się ponieść nerwom, tylko na chwilę ci ulży, a później będzie ci z tego powodu głupio. Zapanowanie nad złymi emocjami przynosi olbrzymią satysfakcję, bo zachowałyśmy się z klasą, choć lekko nie było. Spróbuj! Ja spróbowałam i chcę już tak zawsze 🙂

***

Są osoby, które bardzo łatwo nawiązują kontakty i nie mają problemów z prowadzeniem rozmów, ale są też takie, którym przychodzi to z dużym trudem. Jednak każdą umiejętność można wyćwiczyć. Ja tak robię. Wykorzystuję nadarzające się okazje, by w sposób świadomy trenować sztukę rozmowy z klasą. Takiego treningu nigdy dość 🙂

Tagged , , , , , , ,