Inspiracje

Polecam, bo warto… #2

Styczeń ma się ku końcowi, więc czas podzielić się tym, co mnie zachwyciło i co mną poruszyło w tym miesiącu. Są tu dwa absolutnie genialne seriale i dwie wyjątkowe książki. Zatem polecam, bo warto…

…obejrzeć

„Korona”

(ang. „The Crown”) twórca serialu i scenarzysta: Peter Morgan, na zlecenie Netflix

Po obejrzeniu pierwszego sezonu, rok temu, czułam olbrzymi niedosyt. Pomyślałam niedawno, że w wolnej chwili obejrzę go ponownie. Ku mojej wielkiej radości okazało się, że Netflix udostępnił drugi sezon, trzeci i czwarty jest w przygotowaniu, a sumie planowanych jest sześć sezonów. Zważywszy na moją sympatię do Royal Family, przepadłam!

To brytyjsko-amerykańska produkcja osadzona na dworze królewskim Wielkiej Brytanii. Początkiem jest rok 1947 r., kiedy Elżbieta wychodzi za mąż za Filipa. Z czasem choroba króla Jerzego VI postępuje, więc przygotowuje pierworodną córkę i zięcia do objęcia tronu. A po sześciu latach na stanowisko premiera wraca Winston Churchill. Elżbieta o śmierci ojca dowiaduje się podczas oficjalnej podróży do Kenii. To oznacza, że właśnie została królową…

Serial pokazuje piękno monarchii, ale też jej liczne wady i skostniałość momentami doprowadzającą ją na skraj przepaści. Są romanse, wybuchowe uczucia strudzone królewską pragmatycznością i odwoływaniem się do tradycji. Produkcja w wyważony sposób raz obnaża obecnie panującą Królową Elżbietę, innym razem pokazując jej błyskotliwe momenty.

Aktorzy – pierwsza klasa (Claire Foy zagrała królową tak, że chyba sama królowa lepiej by tego nie zrobiła), a scenografia i kostiumy – mistrzowsko odwzorowane. Podobno przy serialu pracował specjalny sztab researcherów, którzy szukali szczegółowych informacji na temat wydarzeń, strojów, przedmiotów itp. Dawno nie widziałam tak dopracowanego obrazu. Polecam oglądanie w wersji oryginalnej, bo dodatkową ucztą dla zmysłów jest akcent.

Co dwa sezony będzie zmieniała się obsada głównych postaci ze względu na upływ czasu (w planach jest zamknięcie serii współczesnością).

A co na to wszystko sama królowa? Podobno książę Edward i jego żona Sophie są zachwyceni „The Crown”, a synowi udało się namówić mamę na wspólne oglądanie. Chodzą słuchy, że serial królowej bardzo się podobał, choć uznała, że niektóre wydarzenia zostały przedstawione zbyt dramatycznie.

„Wielkie kłamstewka”

(ang. „Big Little Lies”) reż. Jean-Marc Vallée, twórca i scenarzysta: David E. Kelley, na zlecenie HBO

O tym serialu słyszałam już jakiś czas temu, ale gdy zrobiło się naprawdę głośno po ostatniej gali Złotych Globów (serial otrzymał w sumie nagrody w czterech kategoriach), nie było wyjścia – musiałam obejrzeć.

Choć pierwszy odcinek nie powalił mnie na kolana (jeśli Was też nie wciągnie, to proponuję mimo wszystko kontynuować), to po obejrzeniu całej serii, 7 odcinków, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to naprawdę dobra rzecz.

Pozory mylą, a perfekcyjne życie to perfekcyjne kłamstwo („A perfect life is a perfect lie” – to hasło z plakatu serialu). Miasteczko Monterey, na zachodnim wybrzeżu USA, wydaje się idealnym miejscem do życia. Piękna okolica, niezwykłe domy nad brzegiem oceanu, dobra szkoła dla dzieci, oddane matki, mężowie robiący kariery… Gdy do miasta przyjeżdża Jane ze swoim synkiem Ziggy’m, przyjaciółki Madeline (Reese Witherspoon) i Celeste (Nicole Kidman) otaczają ją opieką i pomagają się zaaklimatyzować w nowym miejscu. I na tym kończy się klasyczna obyczajowość serialu. Od pierwszej sceny wiemy, że jest zgon. Choć nikt nie mówi, kto zginął, bez trudu można się domyśleć. Łatwo też wydedukować okoliczności i motywy. Tu należy podkreślić, że nie jest to klasyczny kryminał, tu nie jest najważniejsze odkrywanie zagadki, kto zabił i dlaczego. Choć cała historia prowadzi do tej śmierci, tak naprawdę to istotne są droga do niej i życie mieszkańców Monterey.

Mamy do czynienia z problemami małżeńskimi, problemami rodzicielskimi, kwestią spełnienia zawodowego i poświęcenia się rodzinie czy próbą poradzenia sobie z trudną przeszłością. To po prostu życie, opakowane jedynie w dostatek. Bohaterki uwikłane są w sieć kłamstw i kłamstewek. Stopniowe odkrywanie prawdy zdziera z nich maskę pozornej idylli.

Zachwyciły mnie widoki, cała okolica Monterey, a na listę marzeń trafiła podróż do Kalifornii i przejazd mostem Bixby. Uwielbiałam też patrzeć na Nicole Kidman, której postać została świetnie wystylizowana (chętnie przygarnęłabym do szafy kilka jej rzeczy). A nade wszystko zauroczyła mnie muzyka. Odkąd skończyliśmy oglądać serial, ścieżka dźwiękowa z „Wielkich kłamstewek” jest najczęściej puszczaną przez nas na Spotify.

…przeczytać

„Luksus. Dlaczego stracił blask?” Dana Thomas

Jakie miałam szczęście, że trafiłam na tę (już nie najświeższą, ale wciąż fascynującą) pozycję w bibliotece! Dana Thomas jest dziennikarką, która zajmuje się tematyką mody i mieszka w Paryżu. Pisała do wielu znanych tytułów, relacjonowała otwarcia nowych salonów najwyśmienitszych projektantów w najodleglejszych zakątkach świata. Jej wieloletnia praca i dociekliwość w tematyce współczesnych towarów „luksusowych” zaowocowała tą niezwykle inspirującą książką.

Luksus kusił i nęcił pokolenia, na przestrzeni lat zmieniały się co prawda obiekty pożądań, ale zawsze dobra luksusowe było dość łatwo zidentyfikować. Jednak to, jaką formę przybrał obecnie, lub raczej – co się sprzedaje pod płaszczem luksusu, nasuwa pytanie, dlaczego i jak bardzo „luksus” się wypaczył i stracił swój dawny blask.

Dzięki tej lekturze poukładałam sobie w głowie kwestię prawdziwej wartości przedmiotów. Lubię otaczać się dobrymi rzeczami, cenię wysoką jakość i staranność, drażni mnie brak estetyki nawet w najbardziej przyziemnych rzeczach, dostrzegam piękno naturalnych surowców, które przyroda reglamentuje. I wiem już, na co na pewno nie wydam pieniędzy.

Ta książka tak bardzo mną poruszyła, że niebawem na blogu pojawi się temat luksusu, który zapowiadałam już we wpisie o mechanizmach fast fashion. (EDIT: część pierwsza tematu o luksusie jest TUTAJ).

„Ból” Zeruya Shalev

Iris 10 lat temu staje się ofiarą zamachu terrorystycznego. Po wielu operacjach powoli dochodzi do siebie, ale sam wypadek i jej późniejsza rekonwalescencja negatywnie odbijają się na rodzinie. Oddalają się od siebie, choć stwarzają pozory normalnego domu. U Iris co jakiś czas odzywa się ból. Mąż zawozi ją do kliniki, gdzie przez przypadek Iris spotyka swoją dawną, pierwszą miłość.

Budzą się demony przeszłości i jednocześnie na nowo wybucha młodzieńcze uczucie. Czy miłość, która nie udała się dawniej, gdy nie było żadnych zobowiązań i życie stało otworem, teraz – po wielu latach i perypetiach – ma jakiekolwiek szanse na powodzenie?

Czasami jest tak, że z rozrzewnieniem wspominamy przeszłość, trochę ją idealizujemy i tak naprawdę uwielbiamy nasze wyobrażenie o niej…

To niby zwyczajna historia zwyczajnej rodziny, normalnych ludzi, normalnych, niewyszukanych problemów, a jednak przedstawiona w bardzo poruszający sposób. Pełna bólu, ale też wielkiej namiętności. Zeruya pisze w ciekawy sposób, ona naprawdę ma swój niepowtarzalny styl. Choć narracja jest trzecioosobowa, ma się poczucie olbrzymiej intymności z główną bohaterką.

Jeśli lubicie dobre ksiązki o miłości, nie tanie i płytkie romanse w stylu „on kocha ją, a ona jego, coś staje na przeszkodzie, ale dzielnie to pokonują i już na zawsze będą razem”, to bardzo Wam polecam „Ból”. Obiecuję, że nie będzie bolało 😉

Tagged , , , ,