Savoir-vivre

Sztuka krytykowania i przyjmowania krytyki

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie niedawny komentarz na profilu znanej dziennikarki i prezenterki. W odpowiedzi na różne opinie na temat swojej nowej fryzury, którą właśnie zaprezentowała, napisała:

„Ja zawsze robię to na co mam ochotę 😉 a to co mówią inni biorę pod uwagę tylko jeśli mi pasuje ;)”

Zaczęłam się zastanawiać, jak bardzo należy przejmować się krytyką? Niezależnie, czego dotyczy: naszego wyglądu, zachowania, podejmowanych decyzji, czy też efektów pracy. Jak z klasą reagować na krytykę? Ale też jak odróżnić zwykłe krytykanctwo od konstruktywnych uwag? I wreszcie, jak wygłaszać krytykę?

Motywacja krytykującego

Powodów, dla których ludzie krytykują, jest kilka. Jednym z nich jest próba wywyższenia się, pokazania, że jest się lepszym od osoby, do której krytyka jest adresowana. Uważamy się za ekspertów w danej dziedzinie i poprzez krytyczną, najlepiej publiczną uwagę próbujemy to zademonstrować. Priorytetem nie jest tu dobro osoby krytykowanej, sprawienie, by było jej lepiej. Chodzi raczej o pokazanie, że to my jesteśmy lepsi. To jest najgorszy i najbardziej perfidny rodzaj krytyki. W gruncie rzeczy uderza w bardziej w krytykującego niż w osobę krytyce poddawaną. Obnaża słabości, często kompleksy i brak pewności siebie autora. Osoba mądra i świadoma nie musi dowartościowywać się poprzez udowadnianie innym, że są od niej gorsi. Życie samo to zweryfikuje.

Po drugiej stronie znajduje się krytyka, w której najważniejsze jest dobro osoby krytykowanej. Wówczas zwracamy uwagę dyskretnie, taktownie i życzliwie. Nie wywyższamy się, nie pławimy w naszej „wszechwiedzy i nieomylności”, nie czerpiemy satysfakcji ze znalezionego u kogoś błędu. Nasze zachowanie, nacechowane szacunkiem dla pracy i wysiłków osoby krytykowanej pokazuje, że nie chcemy jej swoją uwagą urazić. Mądra, grzeczna i konstruktywna krytyka jest lepsza od lustra. I wówczas warto brać ją pod uwagę.

Gdzieś pośrodku powyższych dwóch skrajnych pobudek znajduje się zbiór krytycznych uwag, które nie są perfidne i wyrachowane, ale też nie są konstruktywne i taktowne. Wynikają raczej z braku obycia osoby krytykującej, mylnie pojmowanej wolności słowa i przeświadczenia, że szczerość jest najważniejsza. Warto tu jednak zwrócić uwagę, że wolność osoby krytykującej może przekroczyć granicę wolności do nieprzyjmowania uwag osoby krytykowanej…

W cztery oczy

Mówi się, że pieniądze czy władza zmieniają człowieka. Myślę, że one go nie zmieniają, tylko pokazują, jaki jest naprawdę. Uwypuklają cechy, które już w nim są od dawna. Podobnie jest z Internetem. Sposób komunikowania w sieci teoretycznie powinien rządzić się tymi samymi prawami, co komunikacja w realnym życiu. Jednak ludzie myślą, że tu wolno więcej. Stąd mnóstwo hejtu, chamstwa i komentarzy, na które ich autorzy niekoniecznie zdobyliby się podczas spotkania na żywo, w cztery oczy. Ponownie: to nie Internet zmienia ludzi – tacy po prostu jesteśmy. Dostaliśmy jedynie narzędzie, które bez wysiłku i zahamowań pozwala zaspokoić potrzebę wytykania i krytykowania. Obiegowa opinia mówi, że jeśli ktoś decyduje się na wystawienie na publiczny widok, musi liczyć się z tym, że będzie poddawany ocenie. Tylko że oceny nie można mylić z bezczelnością. Nie trzeba pastwić się nad nowym serialem. Wystarczy nie oglądać kolejnego odcinka… To będzie wystarczająco wymowna, acz wciąż grzeczna krytyka.

Nie ma nic złego w kulturalnych komentarzach wyrażających nasze poglądy. Często są to bardzo inspirujące dyskusje! Jednak gdy zaczynają przybierać obraźliwą formę, są personalnymi atakami, to nie jest w porządku. Znowu wszystko rozbija się o takt, obycie i wyczucie.

Gdy czasami czytam komentarze pod zdjęciami publicznych postaci, jest mi zwyczajnie przykro. Gdyby tak wyobrazić sobie spotkanie w cztery oczy autora komentarza z krytykowaną (a często wręcz obrażaną) osobą? Ciekawa jestem reakcji człowieka (który pod zdjęciem Brigitte Macron napisał: „co za okropny babsztyl… jest okropnie brzydka, szczerze – i próbuje na siłę się odmłodzić”) na zaproszenie przez prezydentową Francji do Pałacu Elizejskiego. Hm, no właśnie… Trema i onieśmielenie utrudniłyby zapewne nawet zwykłe powitanie. Anonimowość w sieci nie usprawiedliwia chamstwa. Człowiek kulturalny jest nim zawsze, Internet nie stanowi wyjątku.

 „Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle”

Nawet jeśli nie miałyśmy złych zamiarów, ale adresat naszej wypowiedzi odebrał ją opacznie, to zanim posądzimy go o przewrażliwienie na swój temat, warto przeanalizować nasz komunikat. Być może w doborze słów, tonie lub mimice było coś, co w przypadku krytycznej uwagi może dodatkowo podbić jej siłę? Zawsze w komunikacji ważniejszy od naszych intencji jest odbiór. Bo właśnie o to chodzi w porozumiewaniu się, prawda? Żebyśmy zostały dobrze zrozumiane. Coś, co nam wydaje się neutralne, dla kogoś o zupełnie innej wrażliwości może okazać się zbyt dosadne lub nawet bezczelne. Trudno było mi się z tym odkryciem pogodzić. Zawsze bowiem powtarzałam, że w końcu czyją miarą mam mierzyć innych, jeśli nie swoją? Warto jednak mieć na uwadze, że każdy z nas ma inne doświadczenia życiowe, inny charakter, inne priorytety, a w związku z tym może inaczej interpretować nasze słowa.

Jak zatem krytykować z klasą?

Cóż, najlepiej tego nie robić. A jeśli już zdecydujemy się na krytyczną uwagę, to zawsze prywatnie (w publicznej krytyce nie ma dobrych intencji) i tylko wtedy, gdy ma ona charakter konstruktywny. Do serca powinni wziąć to sobie zwłaszcza szefowie.

Jeśli zależy nam na danej osobie i chcemy, żeby było jej lepiej oraz sądzimy, że nasza uwaga mogłaby skierować ją na lepszy tor, to zróbmy to delikatnie. Podkreślmy tytułem wstępu, że absolutnie nie chcemy jej urazić i że oczywiście – jeśli uważa inaczej – nie musi brać naszej uwagi do serca. Nie stawiajmy się w pozycji wszechwiedzącego mentora, a raczej partnera. Doceńmy jej dotychczasowe starania. Czasami jednak to może nie pomóc. I powinnyśmy się z tym liczyć. A jeśli nasza uwaga nie jest obiektywna (to znaczy, że nie ma na celu np. poprawienia błędu ortograficznego), a jedynie wyraża nasze subiektywne zdanie i jest pochodną naszego gustu, to warto podwójnie rozważyć, czy lepiej nie ugryźć się w język…

Gdy zaś jesteśmy wprost pytane o zdanie, przeanalizujmy, czy nasza prawdziwa opinia przyniesie więcej szkody czy pożytku. Wyobraźmy sobie sytuację, że koleżanka zaprasza nas do świeżo wyremontowanego i urządzonego mieszkania, które naprawdę nie wzbudza naszych zachwytów i nie jest zgodne z naszym gustem. Ona jednak wydała na to majątek i cieszy się niezmiernie z efektu. Powiedzenie jej prawdy po pierwsze zaboli ją, po drugie – i tak niczego nie zmieni. Nie namawiam tu do kłamania, ale jest mnóstwo miłych zdań, których możemy użyć. Na przykład: „Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że w końcu spełniłaś swoje największe marzenie. Zawsze marzyłaś o żółtych zasłonach i proszę bardzo! Są! Ten wystrój to cała ty. Obyś spędziła tu mnóstwo miłych chwil” – i tak dalej. Wszystko zgodne z prawdą, a i koleżanka też zadowolona.

Są sytuacje, w których możemy pozwolić sobie na poufałość i bezpośredniość w bardzo bliskich relacjach. Ale także tu niezbędne są takt, wyczucie i inteligencja emocjonalna. Może lepiej najpierw skupić się na sobie i być w pierwszej kolejności krytycznym wobec siebie…?

A jak z klasą przyjmować krytykę?

W przypadku, gdy osoba krytykująca nas nie ma dobrych intencji (wiemy już, jak to rozpoznać) oraz gdy jej uwaga ociera się o bezczelność, najlepiej w ogóle nie brać do siebie i nie analizować tego, co mówi. Pamiętajmy, że nie każdy jest w stanie nas obrazić. Z uśmiechem na ustach można odpowiedzieć: „Cieszę się, że danie ci możliwości wyrażenia swojego zdania na mój temat sprawiło ci taką przyjemność”. I to wystarczy. Inteligentnej osobie zrobi się podwójnie głupio, bo nie dość że pokazaliśmy, że niestosowana uwaga nie robi na nas wrażenia, to jeszcze zrobiliśmy to w grzeczny sposób.

Gdy jednak krytyka ma charakter konstruktywny, a my raczej nie lubimy, gdy ktoś zwraca nam uwagę, warto wstrzymać się z reakcją i wziąć głęboki oddech. To da nam chwilę na zebranie myśli. Nie wstydźmy się i podziękujmy. Tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów.

Z kolei na subiektywną sugestię, której nawet nie mamy zamiaru brać pod uwagę (choć jeśli płynie od osób, na których nam zależy, to jednak warto ją przemyśleć), możemy powiedzieć: „Dziękuję, rozważę”. Tu doskonale pasuje cytat z początku o robieniu zawsze tego, na co ma się ochotę i braniu pod uwagę, co mówią inni tylko wtedy, gdy nam to pasuje.

***

Bądźmy taktowni wobec innych i uczciwi przede wszystkim wobec siebie. Gdy postępujemy zgodnie z własnym gustem i sumieniem, to na wartościowej krytyce możemy prawdziwie skorzystać.

Powodzenia!

Tagged , , ,