Savoir-vivre

Savoir-vivre. Czy w dzisiejszych czasach warto zawracać sobie nim głowę?

posiłek w duchu savoir-vivre

W dosłownym tłumaczeniu savoir-vivre oznacza „znajomość życia”, więc odpowiedź na pytanie tytułowe wydaje się oczywista. O wiele łatwiej żyje się, gdy się to życie zna… Jednak savoir-vivre  to bardziej „sztuka życia”. Często zawężany jest do dobrych manier i etykiety. Kojarzy się wtedy ze sztucznością i ograniczeniem prawdziwej ekspresji. Jednak oprócz mniej lub bardziej skodyfikowanych zasad etykiety czy protokołu, savoir-vivre to właśnie sztuka życia w zgodzie z kulturą osobistą, uwzględniająca dobre relacje z ludźmi. Dzięki temu żyje się lepiej i przyjemniej.

Savoir-vivre to nie są niewygodne buty

Tak jak nieznajomość prawa szkodzi, tak szkodliwe mogą być nieznajomość zasad zachowania i brak obycia. Oczywiście nie pójdziemy z tego powodu do więzienia, ale towarzysko może nas to sporo kosztować.

Zazwyczaj w okresie dojrzewania pojawia się bunt przeciw zasadom dobrego wychowania, które są jak niewygodne buty. Gdy do tego dołoży się chęć wyróżniania się i zakomunikowania światu swojej niezależności, powstaje mieszanka wybuchowa, na którą starsze pokolenie reaguje z dezaprobatą: „Ach, ta dzisiejsza młodzież…” Ale czy młodzież dzisiejsza, czy wczorajsza, rządzi się tymi samymi prawami. I przeważnie z wiekiem zaczyna dostrzegać, że te zasady nie są całkowicie pozbawione sensu…

Jest w niektórych krajach metoda rekrutowania pracowników „na jedzenie”. Po wyczerpującej, merytorycznej rozmowie pracodawca zaprasza kandydata na wspólny posiłek. Ubiegający się o pracę oddycha z ulgą, bo to dla niego sygnał, że spodobał się rekrutującemu. Ale tak naprawdę zaproszenie do jedzenia to dalsza część egzaminu. Zbyt wyluzowany kandydat może sprzeniewierzyć swoje szanse na wymarzone stanowisko niechlujnym jedzeniem, nieumiejętnością zachowania się przy stole czy zbytnim spoufalaniem się z pracodawcą albo też nadmiernym narzekaniem. Nawet jeśli jest wybitnym umysłem, brak dobrych manier i nieznajomość etykiety prawdopodobnie pogrążą go w oczach potencjalnego szefa. I to jest zupełnie zrozumiałe, zwłaszcza gdy stara się o pracę na reprezentatywnym stanowisku.

Przede wszystkim szacunek dla innych

Gdy wybieramy się za granicę, do egzotycznego z naszego punktu widzenia kraju, szukamy informacji nie tylko na temat zabytków i atrakcji turystycznych, ale także na temat kultury. Biura podróży w swoich katalogach często zamieszczają krótkie przewodniki o obyczajach panujących w danym regionie. To naturalne, że jadąc do nowego miejsca, dostosowujemy się do tamtejszych tam zwyczajów. W ten sposób okazujemy szacunek gospodarzom.

Wiele norm jest uzależnionych od regionu i mentalności danego narodu, ale sporo z nich jest uniwersalnych i międzynarodowych. Na przykład do restauracji w miarę dobrego hotelu w wakacyjnym kurorcie mężczyźni nie przychodzą na kolację w krótkich spodniach, nawet pomimo nieziemskiego upału. W wielu miejscach jest to dość restrykcyjnie przestrzegane. Kiedy pierwszy raz byłam świadkiem sytuacji, gdy menadżer sali nie wpuścił do restauracji pana w szortach i klapkach, czułam wielkie zażenowanie (chyba większe, niż gość w szortach) i jednocześnie byłam wdzięczna, że mam u swego boku mężczyznę, który przestrzega norm.

posiłek w duchu savoir-vivre

Z jednej strony można powiedzieć, że wolność pana w szortach została ograniczona. Z drugiej zaś, o ile przyjemniej spożywa się posiłek w kulturalnym entourage’u, wyrażanym również przez strój współbiesiadników, podkreślającym wyjątkowość chwili, jaką w ciągu dnia jest kolacja, nawet podczas wakacyjnego wyjazdu.

Jednego roku trafiliśmy do hotelu (to było na Lanzarote), w którym restauracja przypominała raczej stołówkę. Papierowe obrusy, goście w kąpielówkach, hałas i rozwieszone kartki z prośbą o niewynoszenie jedzenia poza salę… Choć lubimy powolnie delektować się serwowanymi daniami, tam dość szybko zaspokajaliśmy głód i wychodziliśmy. Mam wrażenie, że „stołówkowości” temu miejscu bardziej dodawali jednak klienci niż wystrój czy mało eleganckie obrusy…

***

Czasami odnosi się wrażenie, że savoir-vivre bywa wyłącznie skomplikowanym zbiorem zasad, które nie mają żadnego logicznego wytłumaczenia. Jednak nie warto się buntować (stwierdzam to ja, największa nawrócona buntowniczka we własnej osobie, z całym przekonaniem).

Gdy zacznie się zgłębiać temat, okazuje się, że każda z norm ma jakieś mniej lub bardziej sensowne uzasadnienie. Nadrzędną zasadą savoir-vivre’u jest szacunek dla innych i empatia. Jeśli już naprawdę nie wiemy, jak zachować się w konkretnym przypadku, zachowajmy się stosownie do okazji, tak, żeby nikomu nie przeszkadzać, nie sprawić przykrości, nikogo nie lekceważyć, nie wpędzić w zakłopotanie i nie uprzykrzyć mu życia. Chodzi o to, żeby inni czuli się dobrze i komfortowo w naszym towarzystwie. Medal ma dwie strony, bo to oznacza również, że sztywne trzymanie się etykiety w każdej sytuacji bez względu na okoliczności może wyglądać karykaturalnie i kuriozalnie.

Wniosek jest zatem następujący: warto znać zasady, warto ich przestrzegać, ale też warto wiedzieć, kiedy można je złamać. Dokształcanie się w tej dziedzinie może niejednokrotnie okazać się najlepszą inwestycją – savoir-vivre jest niezbędnym elementem wizerunku kobiety z klasą. Może też zdecydowanie poprawić jakość naszego życia.

Tagged , , , ,