Ciało

Perfumy. Jak je wybrać i jak ich używać?

zapachy

Do kompletnego wizerunku kobiety z klasą, oprócz dobrze dobranych ubrań, dodatków, makijażu i fryzury, niezbędny jest spójny z całością zapach. Woń, jaką subtelnie roztaczamy, wpływa na pierwsze wrażenie osób, które nas spotykają. Zatem jak wybrać perfumy i jak ich używać, by podkreślały klasę, a nie działały na ludzi z naszego otoczenia jak ikarydyna w sprayu na komary?

Kilka słów o zmyśle powonienia

Ludzki nos powinien rozróżnić około 10 tysięcy zapachów, ale w praktyce przeciętnie jesteśmy w stanie rozróżnić od 2,5 do 5 tysięcy. Choć większości woni nie potrafimy nazwać, to mimo wszystko nasz zmysł węchu jest bardzo wrażliwy.

Jednocześnie jest bardzo leniwy. „Atakowany” z każdej strony najróżniejszymi zapachami, nie musi się już wysilać, żeby poczuć cokolwiek, bo ma to podane na tacy. Wraz z wiekiem nasza wrażliwość na zapachy słabnie. Warto pamiętać o tym przy wyborze i używaniu perfum.

Co to znaczy, że zapach ma głowę, serce i podstawę?

Perfumy nie pachną ciągle tak samo. Ich woń zmienia się wraz z upływem czasu od aplikacji. Głowa, serce i podstawa to trzy nuty zapachowe, które czujemy w różnym czasie. Tuż po otwarciu flakonu uwalnia się głowa, czyli to, co odczujemy w pierwszej chwili. Może nas zauroczyć, może także skutecznie odepchnąć. Początkowo jest bardzo intensywna, ale też błyskawicznie się ulatnia – utrzymuje się na skórze maksymalnie do pół godziny. Z reguły wyczuwamy tu świeże elementy kwiatowe i owocowe.

Serce poczujemy około 10 minut po użyciu, a utrzymuje się do dwóch godzin. Jest niezbędne do połączenia aromatów początkowej głowy z późniejszą podstawą, to tu określony jest charakter zapachu. Przeważnie w tej nucie wyczuwalne są zapachy korzenne i kwiatowe.

Podstawa to nic innego jak tło zapachu, nie może być zbyt intensywna, ale z pewnością jest trwała. Czujemy ją dopiero po 20 minutach, ale zostaje z nami nawet do kilkunastu godzin. Komponuje się ją głównie z piżma, akordów drzewnych i korzennych czy wanilii.

Dobry i harmonijny zapach to taki, w którym w każdej z nut znajdują się podobne aromaty (wiedzą o tym doskonale najlepsi kreatorzy perfum). Uwalniane w różnym czasie, dają poczucie spójności.

Jak wybrać perfumy idealne dla siebie?

Na pewno warto poświęcić temu trochę czasu. Tak jak kształtuje się i ewoluuje nasz styl ubierania się, tak samo klarują i zmieniają gusta zapachowe.

Eau De Parfum

Zanim jednak przejdziemy do analizy naszych upodobań, warto przypomnieć sobie, co kryje się pod oznaczeniami na perfumach:

PARFUM – to klasyczne perfumy (rzadko spotykane w popularnych drogeriach, choć potocznie określamy mianem perfum większość flakoników z pachnącą zawartością), stężenie olejków zapachowych w nich to 20-43 procent;

EDP – EAU DE PARFUM – to woda perfumowana, o stężeniu olejków zapachowych 10-20 procent;

EDT – EAU DE TOILET – to woda toaletowa, 5-10 procent olejków zapachowych;

EDC – EAU DE COLOGNE – woda kolońska, 3-5 procent olejków zapachowych;

EDS – woda odświeżająca, 1-3 procent olejków zapachowych, stosowana głównie latem.

Nie zawsze woda perfumowana i woda toaletowa z tej samej linii będą pachniały tak identycznie. Warto mieć to na uwadze, korzystając z testerów (często intensywniejszych), a potem decydując się na zakup wody o słabszym stężeniu zapachu.

Jak zatem podejść do wyboru perfum?

1. Przeanalizuj dotychczas używane zapachy

Zanotuj nazwy perfum, które Ci się podobają. Wypisz, jakie aromaty znajdują się w trzech nutach zapachowych każdych z nich (takie informacje znajdziesz np. w internetowych perfumeriach). Które z akordów się powtarzają? W moich ulubionych zapachach przewija się róża, bergamotka, jaśmin, frezja, wanilia i paczuli. Nie sądzę, że perfumy wyłącznie z tych składników byłyby dla mnie idealne, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że przypadną mi do gustu takie perfumy, w których kombinacji znajdą się przynajmniej trzy z nich.

2. Poszukaj perfum do przetestowania

Na razie nie angażujemy jeszcze nosa. Zanim przejdziemy do zmysłów, przygotujemy się teoretycznie. Znowu warto skorzystać z internetowych perfumerii, w których można obejrzeć produkty wraz z opisami (przy okazji ocenimy też estetykę flakonów, a także porównamy ceny).

3. Pierwsze wrażenie

Z przygotowaną listą perfum do przetestowania, ograniczoną maksymalnie do pięciu pozycji, idziemy do sklepu. Na tym etapie jeszcze nie spryskujemy testerami skóry, tylko wykorzystujemy blottery, czyli papierowe paski. Po chwili od spryskania paska, delikatnie go wąchamy, nie przykładając zbyt blisko nosa. Na naszej liście notujemy pierwsze wrażenie i ocenę (a na pasku zaznaczamy, jakie to perfumy – przyda się później). Czynność powtarzamy z pozostałymi pozycjami do sprawdzenia. Takie łączenie zapachu ze skojarzeniem i werbalizowaniem go to świetny trening dla naszego zmysłu węchu. Nie ma sensu jednak testować większej liczby zapachów jednocześnie, bo nasz nos bombardowany kolejnym bodźcem i tak wyśle do mózgu przekłamany sygnał.

4. Druga ocena

Po upływie około godziny, czyli wtedy, gdy możemy poczuć serce wraz z podstawą, wracamy do pasków i listy (zjedzenie czegoś przed tym będzie dobrym przerywnikiem dla nosa). Ponownie wąchamy i oceniamy każdy z blotterów. Pierwsze wrażenie pokrywa się z obecnym, czy jednak woń znacząco się zmieniła? Jeśli okazuje się, że żaden z zapachów nam nie odpowiada, wracamy do punktu nr 2. Jeśli zaś któreś z nich nas urzekają, wybieramy dwa najpiękniejsze z nich do przetestowania na skórze.

5. Ponowna wizyta w perfumerii

Dlaczego dwa? Bo mamy tylko dwa nadgarstki. Przy kolejnej wizycie w perfumerii (innego dnia) można przetestować następne dwa. Chodzi o to, żeby zapachy się nie mieszały na skórze. Spryskujemy wybranymi testerami wewnętrzne strony nadgarstka (tam, gdzie mierzy się puls), oceniamy pierwsze wrażenie i… wychodzimy.

6. Ostateczna ocena

Co jakiś czas wąchamy spryskane nadgarstki: po godzinie, po dwóch, po pięciu… Tym sposobem wyklaruje się ostateczna ocena, a werdykt może nas zaskoczyć. Miałam tak z perfumami Lancôme La Vie Est Belle. Lubię je na kimś i na pasku testowym, a gdy spryskam nimi swoją skórę, przestają mi się podobać.

Dlaczego? Bo nasze skóry się różnią: pH, gęstością, strukturą, aktywnością gruczołów potowych. Poza tym wpływ na zapach ma także nasza naturalna woń i hormony. Dlatego tak istotne jest, by przed zakupem perfum (a to z reguły niemały wydatek), poprawnie przetestować je na własnej skórze.

Jedne perfumy na zawsze?

Istnieje takie przekonanie, że kiedy już znajdziemy swój zapach, powinnyśmy być mu wierne… Zupełnie się z nim nie zgadzam. Wybrać perfumy na całe życie to jak stać się niewolnikiem własnego stylu i nie pozwolić mu ewoluować. Wrażliwość na zapachy jest cechą zmienną, zależy nie tylko od pory dnia czy pory roku, ale także od naszego wieku.

Perfumy dzielą się na dzienne i wieczorowe. Te pierwsze są mniej absorbujące, świeższe. Wieczorem, kiedy zmysł węchu jest już troszkę zmęczony, możemy pokusić się o mocniejszą, cięższą woń. To tak jak ze strojem: panowie wraz z upływem dnia zakładają ciemniejsze garnitury, panie wyższe szpilki, tak i perfumy mogą być troszkę bardziej zobowiązujące. Pamiętajmy jednak, że gdy jest ciepło, zapachy szybciej uwalniają się ze skóry. Dlatego w letni, parny wieczór lepszym wyborem będzie lżejszy zapach, zwłaszcza gdy chcemy zrobić dobre wrażenie, nie uprzykrzając się towarzystwu. Między innymi z tego powodu w krajach południowej Europy (wbrew stereotypom) używane są w większości świeże, owocowe nuty.

Nastolatce nie będą pasowały ciężkie, orientalne zapachy, z kolei jej babci (czy nawet mamie) te przywodzące na myśl gumę balonową czy cukierki. Podobno kobiety w wieku 45-55 lat wracają do zapachów, kojarzących im się z tymi, które stosowały w młodości. Ma to związek z łączeniem woni ze wspomnieniami. Właśnie z tego powodu zapach piernika przywołuje na myśl atmosferę Bożego Narodzenia, a zapach bzu – wiosnę.

Pamiętam, jak na pierwszym wakacyjnym wyjeździe z moim ówczesnym chłopakiem (który dziś jest moim mężem), używałam masła do ciała o zapachu granatu. Urlop był doskonały, więc gdy po długim czasie ponownie kupiłam ten kosmetyk, momentalnie przeniosłam się myślami na Fuerteventurę.

Z kolei gdy poczuję zapach Deep Red Hugo Bossa, uśmiecham się z rozrzewnieniem, bo właśnie te perfumy kupiłam za pierwsze zarobione pieniądze. Choć dziś już nie podobają mi się tak bardzo jak dziesięć lat temu, nie zdziwię się, jeśli wrócę do nich z nostalgią po przekroczeniu czterdziestego piątego roku życia 🙂

Jak używać perfum? – poprawna aplikacja i dobre maniery

Im większe stężenie olejków zapachowych oraz im cięższy charakter mają wybrane przez nas perfumy, tym większy umiar powinnyśmy zachować przy ich użyciu.

Perfumy aplikujemy na czystą skórę, nie na ubrania, bo mogą je przebarwić. Spryskujemy ją z odległości 10-20 centymetrów i nie pocieramy – według koneserów to „spłaszcza” zapach. Najlepszy efekt uzyskamy skrapiając miejsca, w których naczynia krwionośne znajdują się dość płytko (przeguby dłoni, szyja, kark, łokcie itp.), oczywiście nie wszystkie jednocześnie, bo efekt mógłby przytłoczyć. Zapach utrzyma się na skórze dłużej, gdy jest ona odpowiednio nawilżona balsamem (ale takim, którego zapach nie będzie konkurował z perfumami). Osoby o tłustej cerze z reguły dłużej się nim cieszą.

Możemy też delikatnie spryskać włosy, to znaczy zanurzyć głowę we mgle rozpylonych w powietrzu perfum. Powinny być jednak suche, bo zapach kosmetyków użytych do umycia włosów może znacząco wpłynąć na woń perfum, gdy włosy są jeszcze wilgotne.

Nawet jeśli przestajemy czuć własne perfumy, nie aplikujemy kolejnej dawki. To znak, że nasz nos się przyzwyczaił, a nie fakt, że perfumy bezpowrotnie się ulotniły. Na pewno osoby, z którymi się spotykamy, będą wyczuwały pożądaną woń.

A jak bardzo powinna być ona wyczuwalna? Dopiero wówczas, gdy ktoś się do nas zbliży, na odległość maksymalnie metra. Jeśli roztacza się dalej, jest już zbyt intensywna. Nasz zapach nie może wypełniać pokoju, do którego wchodzimy. To nieeleganckie i jednocześnie nieprzyjemne dla pozostałych, nawet jeśli nasze perfumy są najpiękniejsze na świecie. Gdyby kilka osób, podobnie jak my, zbyt obficie skropiło się swoim zapachem, w pomieszczeniu momentalnie stworzyłaby się mdląca kakofonia woni.

Nie używamy perfum w windzie, na klatce schodowej czy w publicznych miejscach. Aplikujemy je najpóźniej na kilkanaście minut przed wyjściem z domu, oczywiście z wcześniej wspomnianym umiarem. Nie chcemy przecież, żeby na schodach, długo po naszym wyjściu, unosiła się wielka łuna…

Są sytuacje, w których umiar lub nawet rezygnacja z zapachu są szczególnie wskazane. Oszczędnie perfumujemy się na egzamin czy rozmowę kwalifikacyjną, a klasyczny savoir-vivre mówi, że całkowicie powinnyśmy z tego zrezygnować, kiedy wybieramy się na pogrzeb.

***

ulunione perfumy

Obecnie mam pięć zapachów (dwa z nich to prezenty, bardzo trafione!). Gdybym miała wybrać perfumy numer jeden, byłaby to Coco Mademoiselle od Chanel. To moja niekwestionowana królowa. Używam jej oszczędnie, na specjalne okazje, bo cena nie jest najniższa. Marzyłam o niej od pierwszego powąchania!

Z kolei całe wakacje spryskiwałam się Chloé Chloé. Nie przepadam za zbyt rześkimi zapachami, ale lato wymaga lżejszej woni, więc Chloé ze swoją delikatną pudrowością świetnie wpasowują się w klimat. To chyba trzeci albo czwarty flakon, stale do nich wracam.

Natomiast Dolce & Gabbana The One mają w sobie coś pociągającego i egzotycznego, Si od Armaniego są moim klasykiem właściwie od ich premiery, taką podstawą, są zmysłowe i luksusowe, a Flowerbomb Victor&Rolf to dla mnie kwintesencja kobiecości.

A Ty jakim zapachem najchętniej się otulasz?

Tagged , ,