Refleksje

Czy każda z nas może mieć klasę?

Jest wiele kobiet, które szczerze podziwiam. Są wśród nich pisarki, bizneswoman, aktorki, politycy, naukowcy, ale również osoby z mojego najbliższego otoczenia. Różni je nie tylko profesja i czasy, w których się urodziły. Często mają inny charakter, inny styl, inny sposób wyrażania emocji, inną energię. Jednak o każdej z nich można powiedzieć, że to kobiety z klasą.

Co to znaczy: mieć klasę?

W definicjach stworzonych przez każdą z nas zapewne pojawiłyby się różnice, ale jestem przekonana, że co najmniej kilka cech byłoby wspólnych. Dla mnie kobieta z klasą to kobieta szykowna, stylowa, dbająca o wygląd i swój rozwój intelektualny, kulturalna, wrażliwa na piękno, ale także na cudzą krzywdę, opanowana, życiowo mądra i dojrzała, ceniąca estetykę i dobrą jakość, świadoma swojej kobiecości, zaradna. Potrafi wybrnąć z każdej, nawet najbardziej kłopotliwej sytuacji, zna zasady savoir-vivre’u i wie, kiedy może je złamać. Jest pewna siebie, ale nie bezczelna i pretensjonalna. To kobieta, która idzie przez życie z podniesioną głową, w znaczeniu dosłownym i metaforycznym. Kocha siebie, ale nie można o niej powiedzieć, że jest egoistką.

Ciało, umysł, dusza

Mieć klasę to także być spójną i konsekwentną. Wymienione cechy nie odnoszą się tylko do wyglądu, choć wiadomo, że to co na zewnątrz zazwyczaj ma największy wpływ na ocenę przy pierwszym kontakcie. Jednak skupianie się wyłącznie (lub głównie) na fizyczności jest zazwyczaj skazane na porażkę. Kobieta z klasą dba zarówno o swój wizerunek, jak i o swój umysł oraz o swoją duszę. Zaniedbanie którejś z tych dziedzin, o ile nie doprowadzi do katastrofy, o tyle na pewno nie wpłynie dobrze na całość. Wyobraźcie sobie elegancką kobietę, poruszającą się z gracją, na którą przyjemnie popatrzeć. Zaczynacie rozmowę, a ona nie ma absolutnie nic do powiedzenia, a jeśli już się odzywa, popełnia błąd za błędem i mówi niewyraźnie, wtrącając soczyste przekleństwa. Czar pryska, prawda? Na nic zdała się jej zadbana powierzchowność. Na pewno nie powiemy o niej, że ma klasę.

Najważniejsza jest równowaga

W jednej trzeciej skupiamy się na wyglądzie, w jednej trzeciej na rozwoju intelektualnym, a w jednej trzeciej na rozwoju emocjonalnymi i duchowym. Oczywiście nie chodzi tu o aptekarską dokładność. Bywają momenty w życiu, że nasza uwaga nie może się równo rozłożyć. To normalne, że w okresie wzmożonej pracy umysłowej nie mamy czasu, by poświęcić go na medytację czy na pójście do kosmetyczki. Ważne jest, by później dopieścić pozostałe aspekty. Trzeba być naprawdę wybitnym umysłem, by świat wybaczył nam ekstrawaganckie nicnierobienie z włosami czy zachowywanie się jak dzikusek w kontaktach z innymi.

Ciągle do przodu, nawet gdy czasem trzeba zrobić krok wstecz

Wśród moich znajomych jest kilka kobiet, które niezwykle mnie inspirują. Po każdym spotkaniu z którąś z nich wracam do domu jak „na skrzydłach”. Czuję się zmotywowana do dalszej pracy nad sobą (w żadnym razie nie są coachami czy innymi zawodowymi motywatorami). Po rozmowie z jedną czytam jeszcze więcej, jeszcze ambitniejszych książek, po spotkaniu z drugą – bardziej zwracam uwagę na sposób wysławiania się, kolejna sprawia, że od razu przestaję się garbić, a wspomnienie dłoni jeszcze innej powoduje, że przy kolejnym manicure bardziej się staram i robię go dokładniej. I nie chodzi tu o rywalizację, zazdrość czy niezdrowe porównywanie się z innymi. Chodzi o wzorce. Każdy z nas potrzebuje autorytetów, drogowskazów, zarówno tych poważnych, moralnych, jak i tych przyziemnych, dotyczących choćby „głupich” paznokci. Ja dzięki nim określiłam REALNĄ, rozsądną wizję siebie i do niej dążę. Oczywiście nie za wszelką cenę. Ten proces ma mnie rozwijać i cieszyć, a nie wpędzać w depresję i kompleksy. Czasami trzeba odpuścić, czasami zweryfikować postanowienia, a czasami zrobić krok wstecz. Jednak ważne jest, by w ogólnym rozrachunku widzieć, że posuwamy się do przodu.

Dążenie do tego, by mieć klasę może być ciekawą przygodą dla tych z nas, które mają dość wszędobylskiej bylejakości. A cel naprawdę znajduje się w zasięgu ręki! Jest realny, w przeciwieństwie do tego, by być wysoką supermodelką (kiedy ma się 160 cm wzrostu, jak ja) czy otrzymać nagrodę Nobla z fizyki. Wystarczy trochę chęci, pracy i samodyscypliny. Zatem do dzieła!

fot. Richard Avedon, 1957 r.

Tagged , , ,